Searching...
niedziela, 12 lipca 2015

Jak się zrelaksować, nie spalić domu i kota!


Witajcie,
Na ostatnim spotkaniu z moim terapeutą, dowiedziałam się o pewnej bardzo ciekawej metodzie w walce z depresją i ogólnie problemami natury emocjonalnej. Metoda jest tak prosta i łatwa, że aż trudno uwierzyć, że może w ogóle w jakiś sposób pomóc. Trzeba po prostu zaufać specjalistom, którzy wiedzą co mówią i po prostu spróbować. A więc do rzeczy.
Bardzo Was proszę abyście wybrali się do sklepu ze świecami. Poszukajcie w tym sklepie świecę w kolorze białym. Wybierzcie najcieńszą i najdłuższą świecę ze wszystkich, które tam się znajdują. Proszę Was byście ją kupili. Następnie bardzo Was proszę byście każdego wieczora zapalili tę świecę np. do kolacji. Pamiętajcie by zapalać ją codziennie wieczorem! I już! To wszystko!
Pewnie myślicie, że to jakiś absurd? Ja myślałam podobnie. Jednak wiem, że dzięki temu, można na prawdę dowiedzieć się wielu rzeczy, a nawet znaleźć sposób na to jak się uzdrowić. Proszę Was, spróbujcie. Zaufajcie specjalistą.

A przy okazji płonącej świecy, pamiętajcie, żeby uważać i nie spalić przypadkiem domu i... kota :-) Ku przestrodze opowiem Wam krótką historię pewnej kotki somalijskiej, która omal nie doprowadziła do zawału swojej Pańci. Otóż pewnego, spokojnego dnia, kobieta czekała na zaparzenie się porannej kawy. W tym samym czasie jej kotka o imieniu Anuszka, spokojnie, z kocią gracją i wdziękiem przechadzała się wzdłuż kuchennego blatu, eksponując przy tym swoją piękną i okazałą kitę. Wszystko byłoby w porządku, tylko... ten jej ogon palił się jak pochodnia!!! Wyobrażam sobie jaką minę miała właścicielka kotki, widząc płonącą Anuszkę. Na szczęście kobieta szybko rzuciła się na mruczka i zaczęła ją gasić. Historia skończyła się dobrze. Kotce i pańci nic się nie stało. Jedynie ogon nie nadawał się przez jakiś czas do pokazania a mieszkanie trzeba było porządnie wywietrzyć, by pozbyć się zapachu spalenizny.

Nie ryzykowałam i nie robiłam kotom zdjęć przy świecy :-) 
Za to fotki są pełne misiowatości :-)



 


Share This To :

8 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Tylko w nocy nie przychodzi się przytulać. A misie chyba powinny? :)

      Usuń
  2. Łaputki misiowate mnie uzdrowiły. :-)
    A sposób ze świecą bardzo ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łaputki mają silniejszą moc uzdrawiania kiedy udeptują np. Pańcię :-)

      Usuń
  3. Sama słodycz w takich misiowych łapkach :).
    Świece lubię bardzo, szczególnie o zapachu waniliowym. W okresach jesienno-zimowych palą się u mnie bardzo często. Mam też kominek, w którym rozpuszczam woski. Oczywiście musi stać na szafce, gdzie Pan Kot nie wchodzi (jak to dobrze mieć osobnika zwanego niskopodłogowym). O ile poprzednia kicia z gracją omijała wszelkie tego typu przeszkody, tak przy obecnym urwipołciu trzeba uważać bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Mruczusia przypaliła sobie fibrysy. Dość długo wyglądała przez to jak foka. Forrest też sobie wąsy przypalił. Wąchał co tam w rondelku pachnie, mąż mnie zagadał, a ja w tym momencie odpaliłam gaz.

      Usuń
  4. Jakie kochane koteńki i te ich łapeczki!!! :D

    Humora

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, kochane są bardzo x-)

      Usuń