poniedziałek, 28 grudnia 2015

Czasami jest po prostu trudno.


Witam serdecznie,
    
Po długiej nieobecności przyszedł czas, by napisać kilka słów o tym, jak trudne może być leczenie depresji i choroby afektywnej dwubiegunowej. Osoby chorujące na depresję płytką lub umiarkowaną mają większe szanse, że terapia i leki dość szybko pomogą pacjentowi wrócić do zdrowia. Szybko tzn. ok. 6 miesięcy. Naprawdę warto się leczyć, bo jeśli nie zrobi się tego we wczesnym stadium choroby, to będzie się ona pogłębiać, aż w końcu nas dopadnie ze wszystkimi najgorszymi objawami. Leczenie depresji głębokiej i dwubiegunowej może być trudniejsze. Leki zarejestrowane w depresji i chorobie dwubiegunowej zaczynają działać po okresie 4-6 tygodni. A często w takich przypadkach trzeba zwiększać dawkę do takiej, która zacznie przynosić oczekiwane efekty, więc mija wiele tygodni zanim chory poczuje się lepiej. Jest to bardzo trudny okres, dlatego rodzina powinna wspierać chorego i bacznie obserwować czy np. regularnie bierze leki, czy ma myśli samobójcze. I w razie potrzeby reagować.
Piszę o tym leczeniu, aby pokazać, że to nie jest tak, że weźmiemy tabletkę i będzie dobrze. Niestety dobranie odpowiednich leków i dawek w tych najcięższych przypadkach trwa bardzo długo. Jestem tego przykładem. Zdiagnozowano u mnie CHAD i od tego czasu minęło już ponad 3 miesiące. Dopiero teraz zaczęłam brać najmniejszą, terapeutyczną dawkę lamotryginy i wiem, że musi jeszcze minąć trochę czasu, zanim lek zacznie działać. Po odstawieniu leków na depresję wróciły niektóre objawy tej choroby. Znów pojawiły się migreny (prawie codzienne), kłucie w mostku, często trzęsą mi się ręce, no i wiadomo nastrój był i jest fatalny. W takich trudnych momentach człowiek nie ma już sił. Brakuje ich, by znieść te wszystkie objawy. Trudno uwierzyć, że to się kiedyś skończy, że da się z tą chorobą normalnie funkcjonować. Ten depresyjny nastrój dotyka też rodzinę, najbliższe otoczenie. Naszym bliskim również jest trudno. Oni muszą być naprawdę silni, żeby wytrzymać z chorym i samemu nie popaść podobny stan. Chociaż mogą mieć czasami już dość, to trzeba pamiętać o tym, że ten trudny czas w końcu minie, leki zaczną działać, a objawy choroby znikną.

Zachęcam Was do obejrzenia tego filmu tutaj.
W pewnym momencie poruszono tam bardzo ważną kwestię, że CHAD i ciężką depresje da się wyleczyć. Wyleczyć, to znaczy tak ustawić pacjenta na lekach, żeby nie było objawów choroby. Trzeba trzymać się tej myśli, że odpowiednie leczenie pozwoli chorym normalnie żyć. 

Pamiętajcie, że koty, ale też inne zwierzęta pomagają chorym na depresję. Wyczuwają ich nastroje, intuicyjnie wiedzą co robić by pomóc człowiekowi. Zwierzakiem trzeba się opiekować, to powoduje, że chory wstanie z łóżka chociażby po to, by nakarmić kota lub wyjść z psem na spacer.


niedziela, 8 listopada 2015

Kilka słów o ChAD

Witajcie,

Nadal nie mogę się pogodzić z diagnozą. Nadal nie jestem ustawiona na prawidłowym leczeniu, co nie wpływa dobrze na moje samopoczucie. Mam cichą nadzieję, że jak napiszę troszkę o tej chorobie to będzie mi lepiej, może będzie to początek bardziej przyjaznych relacji między mną a ChAD.
Według opinii specjalistów choruję na ChAD typu II. Co to właściwie jest? Czytam: " – druga z postaci "klasycznych" choroby afektywnej dwubiegunowej. Odznacza się tym, że w tym typie przebiegu choroby depresje mogą być ciężkie, ale manie są zawsze łagodne (hipomanie) i trwają krótko, do trzech tygodni. Występują też wyraźne okresy pełnej remisji objawów. Postać ta nie wykazuje tendencji przechodzenia w typ I i może być, w pewnym sensie, uważana za odrębną od niej chorobę. U części osób może natomiast przejść w ChAD z szybką zmianą faz." 
 http://online.synapsis.pl/Choroba-afektywna-dwubiegunowa-ChAD-podstawowe-informacje/ChAD-odmiany-i-typy-choroby.html

Życie z takimi objawami jest bardzo trudne, właściwie te stany są dla chorego nie do wytrzymania. Dlatego też u chorych na ChAD, nawroty depresji wiążą się z dużym ryzykiem samobójstwa. Okazuje się, że nawet co drugi (25-50%) chory z ChAD podejmuje próby samobójcze. Sama świadomość problemu i wiedza o skutkach nie leczenia się powoduje, że biorę leki i staram się współpracować ze specjalistą. Niestety większość z tych leków ma szereg działań niepożądanych. W moim przypadku leczenie kwetiapiną doprowadziło do dramatycznego wzrostu wagi. To z kolei ogromnie wpływa na pogorszenie się samopoczucia. Poza tym leki z tej grupy zaburzają normalne funkcjonowanie. Co to znaczy? To, że lek należy przyjąć o 18:00, żeby dotrwać do 21:00 bo później człowieka dosłownie odcina. Czułam się jakby ktoś odłączył mnie od zasilania. Tak więc jak do tej pory, nie mam sukcesów terapeutycznych, a jedynie koszmarne działania niepożądane, które są dla mnie utrapieniem. Jest jednak małe światełko w tunelu. W przyszłym tygodniu rozpocznę terapię lekami z innej grupy. Oby przyniosły lepsze efekty niż te dotychczas. 

Czytając o chorobie afektywnej dwubiegunowej byłam bardzo przybita jaka to ciężka, poważna choroba. Jak bardzo utrudnia życie. Rujnuje życie rodzinne, zawodowe, rujnuje samego chorego. Sam fakt, że ta choroba dotknęła właśnie mnie powoduje, że ja sama źle o sobie myślę, że jestem gorsza, słabsza od innych. Na szczęście natknęłam się na pewien cytat:

„Wbrew pozorom choroba maniakalno-depresyjna często występuje u osób o silnej konstrukcji psychicznej. Opisując swoją chorobę, mówią, że dotąd były podporą dla wszystkich, aż w końcu pękły i same się rozsypały.”
Ja wiem, że są na tym świecie osoby, dla których jestem podporą, jestem dla nich wsparciem. One są ze mną pomimo mojej choroby. I na pewno nie uważają mnie za kogoś gorszego od innych. A to co mogą teraz dla mnie zrobić, to po prostu częściej mi o tym przypominać :-) 

 A na zdjęciach jest Bohunek











niedziela, 18 października 2015

Tego się nie spodziewałam!

Długo się zabierałam do napisania posta, który miał być optymistyczny i dawać chorym na depresję nadzieję, że możemy naprawdę wiele osiągnąć, pomimo ciężkiej choroby. 
Niestety depresja dała mi ostatnio porządnie w kość. Gwałtowne pogorszenie choroby było trochę zaskoczeniem. Choć namawiano mnie na szpital i zwolnienie, to ja czułam, że mam w sobie na tyle dużo siły, żeby to przeczekać i nie dać się tym strasznym myślom, które zdominowały inne myśli w mojej głowie. Nie obyło się to jednak bezboleśnie. Któregoś dnia było na tyle źle, że "musiałam" (to był atak myśli psychotycznych) spróbować pociąć się żyletką. Na szczęście nacięcia były niewielkie i powierzchowne. Mam nadzieję, że nigdy więcej ta choroba nie doprowadzi mnie już do takiego stanu. Bo ja bardzo chce żyć i bardzo się staram zwyciężyć depresje, ale to jest strasznie ciężka walka i czasem niestety przegrywam.
Po ciężkich tygodniach kiedy to depresja była górą a ja już wrakiem człowieka, postanowiliśmy z mężem skonsultować się z innymi specjalistami. Pewna Pani doktor przeprowadziła ze mną godzinny wywiad i postawiła nową diagnozę. "Ma Pani ChAD typu 2". "O Boże" - pomyślałam, "To niemożliwe!" Przyznam się, że nadal nie mogę się z tym pogodzić, choć diagnozę potwierdził jeszcze psycholog. Właściwie, to sama sobie też potwierdziłam tę diagnozę, czytając o chorobie i rozwiązując różne testy (ChAD - test).
Na ten moment biorę 75mg wenlafaksyny i od tygodnia, kwetiapinę (lek stosuje się w leczeniu epizodów ciężkiej depresji w przebiegu zaburzeń afektywnych dwubiegunowych). Choć początkowo czułam się strasznie i nie byłam w stanie w ogóle funkcjonować, tak teraz czuję, że organizm powoli przyzwyczaja się do leku i nie mam już tak silnych działań niepożądanych jak na początku.
W następnym poście postaram się przybliżyć temat samej choroby dwubiegunowej. Na razie sama się gubię i nie umiem ocenić co jest chorobą, a co cechą charakteru i czy w ogóle można to od siebie odzielić?
A tymczasem, pochwalę się nowymi zdjęciami mojego kociego Aniołka Forresta (Bohun będzie następnym razem). Miłość do kotów i ta radość z robienia zdjęć, bardzo mocno pomaga mi przezwyciężyć depresję czy objawy związane z ChAD. Nie wiem czy dałabym radę bez pasji i wsparcia swoich mruczków. Szczerze powiem, że chyba nie. Choć rodzina robi co może, żeby mi pomóc to jednak koty dają mi tę siłę, której nie da mi nawet bardzo bliska osoba. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Tak po prostu jest. A fakt, że rozwijam się w dziedzinie fotografii, daje mi ogrom siły do działania i do walki z chorobą. I choć nie wiem co z tego będzie i co będzie dalej z moją fotografią, czy będę kiedyś mogła utrzymać się tylko z robienia zdjęć? Nie wiem. Po prostu to robię bo to kocham.
Życzę Wam byście i Wy odnaleźli swoje pasje i robili to co kochacie robić :-)
.





niedziela, 19 lipca 2015

Śmiech to zdrowie

Wszyscy wiemy, że śmiech to zdrowie. Jednak osoby chorujące na depresję rzadko się śmieją, a częściej płaczą, są przybite i smutne. Sama wiem po sobie, że nawet spotkanie z rodziną czy przyjaciółmi nie jest wstanie mnie rozweselić, kiedy zawładnie mną przygnębienie. A ostatnio coraz częściej popadam w stany depresyjne i coraz trudniej mi z nich wyjść.
Muszę tutaj jednak przyznać, że jest na to rada. Koty potrafią rozbawić człowieka do łez. Czasami zrobią coś tak śmiesznego, że dosłownie parskam śmiechem. Nie ma nic weselszego od patrzenia jak kot poluje na muchę lub komara. Najlepsze jest to, że ja sama przy tym dobrze się bawię pomagając kotu ją upolować. A przy dwójce kotów, tych radości i śmiechu mam razy dwa. "Zeszłoroczne badania naukowców z Uniwersytetu Loma Linda w Kalifornii pokazują, że wystarczy 20 minut oglądania śmiesznych filmów z kotami, by dostatecznie spadł poziom kortyzolu we krwi (hormonu stresu)." Dlatego kiedy nadarza się okazja włączam sobie śmieszne filmiki zarówno z kotami jak i innymi zwierzętami. Bardzo skutecznie pomagają mi rozładować stres i napięcie. Na początek polecam Wam taki oto filmik śmieszny filmik W sam raz na letnie upały :-) 
Dlaczego jeszcze powinniśmy się śmiać? Tu znajdziecie 8 powodów dla których warto się śmiać
A więc do dzieła, bo śmiech to zdrowie :-))) 

Szef wszystkich szefów i jego podwładny


niedziela, 12 lipca 2015

Jak się zrelaksować, nie spalić domu i kota!


Witajcie,
Na ostatnim spotkaniu z moim terapeutą, dowiedziałam się o pewnej bardzo ciekawej metodzie w walce z depresją i ogólnie problemami natury emocjonalnej. Metoda jest tak prosta i łatwa, że aż trudno uwierzyć, że może w ogóle w jakiś sposób pomóc. Trzeba po prostu zaufać specjalistom, którzy wiedzą co mówią i po prostu spróbować. A więc do rzeczy.
Bardzo Was proszę abyście wybrali się do sklepu ze świecami. Poszukajcie w tym sklepie świecę w kolorze białym. Wybierzcie najcieńszą i najdłuższą świecę ze wszystkich, które tam się znajdują. Proszę Was byście ją kupili. Następnie bardzo Was proszę byście każdego wieczora zapalili tę świecę np. do kolacji. Pamiętajcie by zapalać ją codziennie wieczorem! I już! To wszystko!
Pewnie myślicie, że to jakiś absurd? Ja myślałam podobnie. Jednak wiem, że dzięki temu, można na prawdę dowiedzieć się wielu rzeczy, a nawet znaleźć sposób na to jak się uzdrowić. Proszę Was, spróbujcie. Zaufajcie specjalistą.

A przy okazji płonącej świecy, pamiętajcie, żeby uważać i nie spalić przypadkiem domu i... kota :-) Ku przestrodze opowiem Wam krótką historię pewnej kotki somalijskiej, która omal nie doprowadziła do zawału swojej Pańci. Otóż pewnego, spokojnego dnia, kobieta czekała na zaparzenie się porannej kawy. W tym samym czasie jej kotka o imieniu Anuszka, spokojnie, z kocią gracją i wdziękiem przechadzała się wzdłuż kuchennego blatu, eksponując przy tym swoją piękną i okazałą kitę. Wszystko byłoby w porządku, tylko... ten jej ogon palił się jak pochodnia!!! Wyobrażam sobie jaką minę miała właścicielka kotki, widząc płonącą Anuszkę. Na szczęście kobieta szybko rzuciła się na mruczka i zaczęła ją gasić. Historia skończyła się dobrze. Kotce i pańci nic się nie stało. Jedynie ogon nie nadawał się przez jakiś czas do pokazania a mieszkanie trzeba było porządnie wywietrzyć, by pozbyć się zapachu spalenizny.

Nie ryzykowałam i nie robiłam kotom zdjęć przy świecy :-) 
Za to fotki są pełne misiowatości :-)



 


czwartek, 18 czerwca 2015

Jarmuż najzdrowszym warzywem świata

Znacie może jarmuż?
Ja odkryłam go niedawno. Na wykładach dr Ewy Dąbrowskiej usłyszałam, że to najzdrowsze warzywo jakie dała nam Matka Natura. 
Od razu zaczęłam szukać informacji co to jest i jak to się je. Dzisiaj chciałabym tą wiedzą podzielić się z Wami i namówić Was do jedzenia jarmużu jak najczęściej.
Jarmuż to odmiana kapusty. Ma zielone liście czasami w odcieniu fioletowozielonym lub fioletowobrązowym. 
Ten, który ostatnio kupiłam, wygląda tak:



 Dlaczego powinniśmy jeść jarmuż?

- Chroni nas przed chorobami nowotworowymi:

Jarmuż zawiera ponad 45 różnych przeciwutleniaczy, które chronią komórki przed działaniem wolnych rodników. O antyrakowym działaniu jarmużu poczytać możecie tutaj
- Zapobiega chorobom oczu: 
Dzięki zawartości luteiny i zeaksantyny, jarmuż zapobiega chorobom oczu, m.in. zaćmie i zwyrodnieniu plamki żółtej.  
- Niskokaloryczny, bogaty w błonnik i beztłuszczowy

- Ma więcej żelaza niż wołowina!

- Bogaty w witaminę K i wapń, niezbędne dla zdrowych kości:

Jarmuż dostarcza witaminy K w dawce przekraczającej jej dzienne zapotrzebowanie. A to bardzo ważne, bo dieta bogata w tę witaminę pomaga chronić się przed nowotworami i chorobami układu krążenia. Witamina K odpowiada za prawidłową budowę kości, dobrą krzepliwość krwi, reguluje poziom cukru we krwi i zapobiega nadmiernym krwawieniom miesiączkowym u kobiet. Jarmuż ma też dużo wapnia, zawiera go nawet więcej niż mleko krowie.

- Ma właściwości przeciwzapalne, pomaga m.in. w zapaleniu stawów

- Dobry dla serca, pomaga obniżyć poziom złego cholesterolu

- Jest świetnym źródłem witaminy A i witaminy C

Poza tym jarmuż zwiera karotenoidy (beta karoten, luteinę, zeaksantynę) - przeciwutleniacze, które również hamują szkodliwe procesy oksydacyjne, a co za tym idzie - mogą zapobiegać rozwojowi chorób nowotworowych. Dowiedziono, że spożycie karotenoidów może obniżyć występowanie takich nowotworów, jak: rak jamy ustnej, krtani, przełyku i pęcherza moczowego. Warto wiedzieć, że kolor nadawany przez karotenoidy (czyli żółty, pomarańczowy lub czerwony) w jarmużu jest maskowany chlorofilem – zielonym barwnikiem, który również ma działanie przeciwutleniające i wspomaga procesy oczyszczania organizmu - tworzy silne połączenia z częścią toksycznych związków (w tym z niektórymi substancjami rakotwórczymi), dzięki czemu mniejsza ilość szkodliwych związków dociera do tkanek organizmu.
Jarmuż jest także skarbnicą innej antynowotworowej substancji - witaminy K, która również hamuje rozwój niektórych nowotworów, m.in. piersi, jajnika, okrężnicy, pęcherzyka żółciowego, wątroby. Jak przekonują specjaliści z Instytutu Żywności i Żywienia, jej niedobór może być przyczyną zwiększonego ryzyka rozwoju nowotworów.


http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/jarmuz-wlasciwosci-i-wartosci-odzywcze-przepisy-na-dania-z-jarmuzu_34363.html

Mam nadzieję, że ten post zachęci Was do przygotowywania potraw z jarmużu. Jedzcie go często, najlepiej na surowo. A jeśli możecie to wyciśnijcie z niego sok. Ja zrobiłam z niego sałatkę. Ledwo dałam radę zrobić zdjęcia, bo od razu chciałam ją po prostu zjeść :-)
Przepis dostałam od Ani, Pomalowanej na niebiesko.
Aniu dziękuję. A Wam życzę smacznego i na zdrowie :-)






fioletowozielone i fioletowobrązowe

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/jarmuz-wlasciwosci-i-wartosci-odzywcze-przepisy-na-dania-z-jarmuzu_34363.html
fioletowozielone i fioletowobrązowe

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/jarmuz-wlasciwosci-i-wartosci-odzywcze-przepisy-na-dania-z-jarmuzu_34363.html