niedziela, 18 października 2015

Tego się nie spodziewałam!

Długo się zabierałam do napisania posta, który miał być optymistyczny i dawać chorym na depresję nadzieję, że możemy naprawdę wiele osiągnąć, pomimo ciężkiej choroby. 
Niestety depresja dała mi ostatnio porządnie w kość. Gwałtowne pogorszenie choroby było trochę zaskoczeniem. Choć namawiano mnie na szpital i zwolnienie, to ja czułam, że mam w sobie na tyle dużo siły, żeby to przeczekać i nie dać się tym strasznym myślom, które zdominowały inne myśli w mojej głowie. Nie obyło się to jednak bezboleśnie. Któregoś dnia było na tyle źle, że "musiałam" (to był atak myśli psychotycznych) spróbować pociąć się żyletką. Na szczęście nacięcia były niewielkie i powierzchowne. Mam nadzieję, że nigdy więcej ta choroba nie doprowadzi mnie już do takiego stanu. Bo ja bardzo chce żyć i bardzo się staram zwyciężyć depresje, ale to jest strasznie ciężka walka i czasem niestety przegrywam.
Po ciężkich tygodniach kiedy to depresja była górą a ja już wrakiem człowieka, postanowiliśmy z mężem skonsultować się z innymi specjalistami. Pewna Pani doktor przeprowadziła ze mną godzinny wywiad i postawiła nową diagnozę. "Ma Pani ChAD typu 2". "O Boże" - pomyślałam, "To niemożliwe!" Przyznam się, że nadal nie mogę się z tym pogodzić, choć diagnozę potwierdził jeszcze psycholog. Właściwie, to sama sobie też potwierdziłam tę diagnozę, czytając o chorobie i rozwiązując różne testy (ChAD - test).
Na ten moment biorę 75mg wenlafaksyny i od tygodnia, kwetiapinę (lek stosuje się w leczeniu epizodów ciężkiej depresji w przebiegu zaburzeń afektywnych dwubiegunowych). Choć początkowo czułam się strasznie i nie byłam w stanie w ogóle funkcjonować, tak teraz czuję, że organizm powoli przyzwyczaja się do leku i nie mam już tak silnych działań niepożądanych jak na początku.
W następnym poście postaram się przybliżyć temat samej choroby dwubiegunowej. Na razie sama się gubię i nie umiem ocenić co jest chorobą, a co cechą charakteru i czy w ogóle można to od siebie odzielić?
A tymczasem, pochwalę się nowymi zdjęciami mojego kociego Aniołka Forresta (Bohun będzie następnym razem). Miłość do kotów i ta radość z robienia zdjęć, bardzo mocno pomaga mi przezwyciężyć depresję czy objawy związane z ChAD. Nie wiem czy dałabym radę bez pasji i wsparcia swoich mruczków. Szczerze powiem, że chyba nie. Choć rodzina robi co może, żeby mi pomóc to jednak koty dają mi tę siłę, której nie da mi nawet bardzo bliska osoba. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Tak po prostu jest. A fakt, że rozwijam się w dziedzinie fotografii, daje mi ogrom siły do działania i do walki z chorobą. I choć nie wiem co z tego będzie i co będzie dalej z moją fotografią, czy będę kiedyś mogła utrzymać się tylko z robienia zdjęć? Nie wiem. Po prostu to robię bo to kocham.
Życzę Wam byście i Wy odnaleźli swoje pasje i robili to co kochacie robić :-)
.