środa, 27 maja 2015

Kot - przyajaciel Twojego dziecka

Chciałam się podzielić swoim doświadczeniem i obserwacjami ze wspólnego życia kota z dziećmi. Sama wychowałam się z kotką o imieniu Mruczusia. Moja mama przyniosła ją na chwilę do domu, żeby poprawić mi nastrój. Byłam wtedy w czwartej klasie i leżałam chora w łóżku. Na widok małej puchatej kuleczki oniemiałam z zachwytu i powiedziałam mamie, że bardzo bym chciała, żeby kotek u nas został. Mama się zgodziła. Kotka została i żyła z nami 18 lat. 
Mruczusia była moim przyjacielem, pocieszycielem, ogromnym wsparciem psychicznym. Zawsze wiedziała kiedy źle się czuję i zawsze była obok mnie. Odrabiała ze mną lekcje, towarzyszyła przy nauce i czytaniu książek. Była ze mną podczas kąpieli, jedzeniu kolacji, grzała mnie swoim futerkiem kiedy było mi zimno i mruczała kiedy płakałam gdzieś w ukryciu. Nauczyła mnie miłości i szacunku do zwierząt. Dzięki niej wiem, że zwierzęta są bardzo inteligentne, mają rożne charaktery i uczucia. Nauczyłam się, że zwierzęta nam ufają, a my ludzie powinniśmy zrobić wszystko, żeby ich nie zawieźć. Moja więź z Mruczusią była bardzo silna i do dziś noszę ją w sercu i zawsze uśmiecham się kiedy o niej myślę.To wspaniałe, że mogłam wychowywać się z kotem.
Kiedy moja kotka odeszła, czułam ogromny żal i smutek. Wiedziałam, że pojawienie się nowego kota w domu jest tylko kwestią czasu. Ostatecznie zamieszkali z nami Forrest i Bohun. 
Dziś obserwuję jak moje córki uczą się tego, czego ja się uczyłam będąc dzieckiem. Nie potrafię słowami opisać jak dziewczynki są blisko związane z kotami. Traktują ich jak członków rodziny, kot jest dla nich najważniejszy. Wiedzą czego koty nie lubią i przestrzegają tych zasad. Świetnie rozpoznają na co kot ma w danej chwili ochotę i starają się spełniać jego potrzeby. Bardzo mnie rozczula widok dziecka z kotem. Natalka nosi Forresta jak dzidziusia. Tuli go, całuje, mizia, a on tak się wtedy cieszy, wręcz popada w błogostan. Wiktoria bierze wędkę i gania się z Bohunkiem, a on niczym mistrz polowania, biega za nią ile sił ma w łapkach. Wiem, że moje córki, kiedy dorosną będą z uśmiechem wspominać dorastanie z kotami. A swoją wrażliwością, szacunkiem do zwierząt i miłością do kotów będą dzielić się z innymi.
Dzięki kotom łatwiej jest znieść trudne chwile w życiu, zarówno dzieciom jak i dorosłym. 
Dzięki kotom stajemy się lepszymi ludźmi. 

Ciekawa jestem co Wy sądzicie o życiu dziecka z kotem? 


poniedziałek, 4 maja 2015

Na nerwy biorę... kota!

No tak, kto z nas się nie denerwuje? Nie znam osoby, która nigdy się nie denerwuje. Jesteśmy tak stworzeni, że złość, strach i lęk są częścią nas. Wszystko jest dobrze kiedy panujemy nad tymi emocjami i nie mamy poczucia, że tracimy kontrolę nad naszym życiem. Jeśli jednak to strach i lęk zaczyna rządzić naszym życiem, jest to już objaw zaburzeń lękowych.
" Zaburzenia lękowe powodują wycofywanie się z życia społecznego, pogłębianie się problemów psychicznych, izolowanie się i zamykanie we własnym świecie przeżyć. Osoby chore na ten rodzaj zaburzeń mają dolegliwości ze strony wielu narządów wewnętrznych, bez wyraźnych biologicznych wskazań. Nieleczona nerwica może prowadzić do pogłębiania się zaburzeń i narastania kolejnych trudności, co w efekcie prowadzi do nieprawidłowości w funkcjonowaniu chorego." W moim przypadku była to prosta droga w kierunku ciężkiej depresji. A ja poszłam w tym kierunku zupełnie niczego nieświadoma.
Mam nerwice i lęki. Leki powodują, że obecnie wszystko jest pod kontrolą, choć zdarza mi się czasami z nerwów stracić nad sobą panowanie. Zanim zaczęłam leczenie, nerwice i lęki były dla mnie koszmarem. Miałam wszystkie objawy somatyczne nerwicy: bóle w okolicy serca, bóle w klatce piersiowej, duszności, osłabienie, brak siły fizycznej, problemy trawienne i z wydalaniem. Nie było tygodnia kiedy nie bolało mnie w klatce piersiowej. Ból był tak silny, że nie mogłam prowadzić samochodu. Zatrzymywałam się na poboczu, rozkładałam fotel do pozycji pół leżącej i czekałam, aż ból ustąpi na tyle, by móc dalej jechać i pracować. 
Lęki też nie pozwalają na normalne funkcjonowanie. Tak bardzo panicznie bałam się pająków, że kilka razy wyskoczyłam z jadącego samochodu bo np. pajączek był na zewnątrz auta, bliżej kierowcy a nie mnie (pasażera), ale i tak strasznie się go bałam. Może to Was śmieszyć, ale tak naprawdę były to już objawy chorobowe, predyspozycje do depresji. Wydawało mi się, że bać się czegoś bardziej już nie można. Jak się później okazało, jednak można. W ciężkiej depresji bałam się dosłownie wszystkiego. Bałam się iść do pracy, nie iść też się bałam. Bałam się spotkań i rozmów z ludźmi. Bałam się odebrać telefon, domofon, iść do koleżanki. W ciężkiej depresji z lękami, nerwicą czułam się dosłownie jak osoba niepełnosprawna, która potrzebuje mieć w domu stałą opiekę. To był bardzo ciężki i trudny czas, kiedy ta choroba przywiązała mnie do łóżka.
Mam nadzieję, że tak ciężki stan psychiczny już nie wróci i że mam to całkowicie za sobą. Nie stałoby się tak bez leków i terapii. Dlatego chciałabym tu podkreślić, że przy tak zaawansowanej nerwicy i lękach, "pacjentem powinien zajmować się lekarz psychiatra, psycholog i psychoterapeuta." "Psychoterapia i leczenie farmakologiczne są podstawowymi formami leczenia osób cierpiących na zaburzenia lękowe. Inne formy mają charakter pomocniczy i mogą przyspieszać powrót chorego do zdrowia. Nie należy jednak rezygnować z konsultacji z lekarzem psychiatrą i psychologiem, jeśli podejrzewamy u siebie nerwicę."
Formami wspomagającymi  są "metody relaksacyjne, hipnoza, grupy wsparcia, telefon zaufania lub ćwiczenia." 
Ja chcę dodać tutaj coś od siebie, na nerwy biorę... KOTA! Efekt jest prawie natychmiastowy i nie ma żadnych efektów ubocznych. Kot "włącza mruczałkę" i grzeje. Mruczenie wycisza, robi się cieplutko, wydzielają się endorfiny. W takich chwilach nic innego się nie liczy, tylko Ja i mój Kot!